„Być jak Erica”

Witam wszystkich na moim blogu.

Ostatnio byłam na zakupach, a że uwielbiam czytać to wstąpiłam na chwilę do księgarni :-). Wróciłam z pięcioma książkami, których recenzje pojawią się wkrótce na blogu. Dziś recenzja pierwszej książki, którą przeczytałam  ” Być jak Erica” napisanej przez Michelle Painchaud.

Książka opowiada o siedemnastoletniej Violet, która od najmłodszych lat była przygotowywana do stania się Ericą Silverman-dziewczynką która zaginęła wiele lat temu.  Tylko kilka osób [ w tym Violet] wie, że Erica została zamordowana.. Erica Silverman była dziewczynką z bogatego domu, a rodzice są milionerami. Nie tylko dzięki pieniądzom na kącie, ale też staremu obrazowi ukrytemu w sejfie. Obraz ten jest wart 60 mln dolarów i jest celem Violet. Od chwili gdy została adoptowana przez Sala trenował ją do roli Eriki, miała stać się jej idealną kopią, nie tylko z wyglądu, ale i z charakteru. Teraz Violet po dwunastu latach treningu wciela się w rolę Eriki Silverman. Nikt nie może się o tym dowiedzieć…

Akcja zaczyna się w dniu gdy Violet pierwszy raz przychodzi do szkoły i perfekcyjnie udaje zmarłą Erikę. Już pierwszego dnia spotyka Taylor- córkę bogatego prawnika-,która od początku uważa [ wie], że jest ona „Fałszywką”.  Taylor jednak na razie nie jest ważna dla  Violet, liczy się tylko kod do ukrytego sejfu. Każdy dzień od tej chwili przeżywa Erika, a Violet kryje się w myślach i emocjach, których nie może ujawnić. Jednak Violet zaczyna tracić kontrolę nad Eriką, jej zachowanie odzwierciedla Erikę bardziej niż by chciała. Do tego w sercu zarówno Violet jak i Eriki pojawił się James.

Co  jeśli Violet nie chce już być oszustką?

Co jeśli Erika ją zmieniła?

Książka jest według mnie wspaniała i trochę prawdziwa. Zachowanie Violet jest podobne do większości ludzi. Ukrywamy prawdziwych siebie i udajemy kogoś innego, milszego, idealnego. Zakładamy na nasze twarze niewidzialne maski. Gdy Violet przeżywa kolejne dni jako Erika, zaczyna się zmieniać. Staje się kimś innym niż była: zdobywa pierwszych w życiu przyjaciół, zakochuje się, i pierwszy raz może poczuć matczyną miłość…

Polecam wam wszystkim te książkę  :-)  .

 

Do zobaczenia :

 

Moja przygoda z mrówkami.

Witam na moim blogu.

Dziś będzie o wpis mrówkach  :-).

Mrówki to z pewnością osobliwi ulubieńcy, jednak z roku na rok coraz więcej osób decyduje się na rozpoczęcie własnej hodowli mrówek.  Hodowla tych stworzeń może być ciekawym doświadczeniem, choć na samym początku kolonia rozwija się bardzo wolno. Do hodowli mrówek na samym początku potrzeba dużo cierpliwości. Nawet bardzo dużo  :-).

Jak założyć hodowlę mrówek?

1. Jeśli chcesz założyć hodowlę mrówek musisz na początku postarać się o królową  Bez niej kolonia nie będzie miała sensu życia, a mrówki ( robotnice) nie będą się rozwijały i po pewnym czasie w formikarium będzie pusto ( brak jajek z których wylęgną się nowe robotnice) .

Jak zdobyć królową?   Można ją złapać w lecie podczas rójki (WAŻNE królowa nie może mieć skrzydeł, skrzydlata królowa może być nie zapłodniona), bądź kupić ją razem z kilkoma robotnicami przez internet.

2. Zanim złapiesz bądź kupisz królową musisz najpierw  zdecydować się na dany gatunek. Najbardziej polecane dla początkujących są mrówki z gatunku Lasius Niger, które dość szybko się  rozwijają i znoszą większość błędów początkujących.

3. Jeśli już zdecydowałeś się na złapanie królowej i rozpoczęcie hodowli to musisz zatroszczyć się o schronienie dla mrówek tzw. formikarium.  W początkowej fazie rozwoju koloni za formikarium może służyć probówka ( ewentualnie jakieś przezroczyste pudełko np. po tik takach ). W którym mrówki będą miały zapewnioną wilgotność i pokarm. Jednak gdy kolonia się rozrośnie należy zaopatrzyć się  w formikarium.

4.Pokarm.   Przez pierwsze dwa miesiące zwykle nie trzeba karmić królowej, w tym czasie jej ciało spala mięśnie skrzydeł, które z powodo braku skrzydeł nie są jej już potrzebne. Jednak gdy pojawią się pierwsze robotnice wskazane jest rozpocząć karmienie. Różne gatunki mrówek mogą jeść różny pokarm. Zależy to od tego czy są mięsożerne, wszystkożerne lub roślinożerne. Należy jednak pamiętać o białku, które można znaleźć w miodzie i owadach, a jest bardzo ważne dla rozwoju larw.  Ja moje mrówki karmię miodem i pyłkiem pszczelim ( który można kupić w internecie).

Mam nadzieję, że  trochę rozjaśniłam wam sprawę hodowli mrówek :-) .

W najbliższym czasie postaram się dodać zdjęcia koloni i bardziej szczegółowy opis formikarium.

Do zobaczenia :-)

Powrót z Kuby i niezwykły prezent Mikołajkowy

Witam na moim blogu.

Wczoraj przyjechałam do Polski z Kuby [ 12 godzin samolotem],  różnica czasu oczywiście dała się we znaki i nadal daje powoduje problemy. W sumie nic dziwnego w końcu różnica czasu wynosi 6 godzin…  Ehh… Chyba muszę się pogodzić z tymczasową bezsennością. Dziś spałam tylko 3 godziny [ od 4 do 7 rano ], co nie wychodzi mi na zdrowie. Wygląda na to, że muszę się szybko przyzwyczaić.

Na Mikołajki dostałam [ a raczej dostanę] od rodziców niezwykły prezent. Mianowicie mrówki. Może to być dla , nie których śmieszne, ale ja naprawdę cieszę się z tego prezentu. Gatunek to Larius  Niger, znany też jako hurtnica zwyczajna. Mrówki mają przyjść pocztą w ciągu kilku najbliższych dni razem z formikarium [ czyli czymś w rodzaju domku dla mrówek podobnego trochę do akwarium]. Już nie mogę się doczekać :-}. Prawdopodobnie pojawi się na blogu parę wpisów o ich życiu i zachowaniu.

Na dzisiaj to tyle.

Jutro mam specjalny konkurs Ekonomiczny,więc muszę jeszcze się pouczyć. Oczywiście bardzo chciałabym go wygrać ;-].

Życzcie mi powodzenia!!!                                                                                                         Postaram się napisać jutro o wyniku.

 

Moje wakacje na Kubie

20161128_180302Witam wszystkich po dość długiej przerwie na blogu.
Przepraszam za to, że nie uprzedziłam, ale aktualnie jestem na Kubie. Oczywiście dla mnie jest to aktualny czas, ale z powodu braku internetu czytacie to właśnie teraz a nie wcześniej. Ogólnie dla mnie dziś jest 30.11.2016, nie wiem jaki dzień jest gdy czytacie ten wpis,cóż ( chyba) nikt jeszcze nie poznał przyszłości.
Wracając  do tematu Kuby. Jest tu bardzo gorąco, mimo tego, że teraz jest tu zima. Nie potrafię sobie wyobrazić jak  gorąco może być tu latem. Morze ma przepiękny kolor. Możliwe, że  powoduje to różnica w głębokości i ukształtowania dna. W każdym razie jest przepiękne.  Niezwykłe są tu także wschody i zachody słońca ( co widać na powyższym zdjęciu).

W pobliżu naszego hotelu jest mini rafa. Na pierwszy rzut oka nie wygląda zachęcająco. Kamienie, w których kryją się ryby są obrośnięte glonami w nieciekawym brązowym  kolorze, a ryb prawie nie widać. Jednak jeśli przyjrzysz się uważnie możesz znaleźć mnóstwo ryb i żyjątek kamuflujących się w otoczeniu. Nurkowałam kilka razy na tej rafie i mogę powiedzieć, że choć rafa jest niewielka to potrafi zachwycić. Trochę dalej ( ok 20 km.) leży druga rafa. Jest znacznie większa od poprzedniej i ma znacznie bardziej kolorowych mieszkańców. Gdy tam nurkujesz masz wrażenie jakbyś spoglądał przez okno do innego świata. Na razie wszystko  się wspaniale. Jutro mamy w planach wycieczkę do Hawany – stolicy Kuby. Ja tymczasem zastanawiam się nad zapisaniem na zajęcia z nurkowania.